piątek, 27 kwietnia 2012

Seventeen.

Stałam wbita w podłogę w progu mieszkania. Za plecami starałam się ukryć zakupione leki. Na darmo, bo dobrze wiedziałam, że Liam je widział. A co gorsza zacznie mnie zaraz wypytywać. I co ja mam mu powiedzieć? Przecież nie da nabrać się na jakąś głupotę, skurczybyk za mądry.
- Odpowiesz mi, co tam trzymasz? Czy mam czekać w nieskończoność? - spytał zniecierpliwiony Payne. Nie mogłam mu nie powiedzieć. Te jego piwne oczy przeszywały mnie na wskroś, aż czułam to w moim żołądku. Jego wzrok nie dawał mi spokoju. Uległam. 
- To tylko leki. No wiesz, przez te omdlenia i w ogóle... - Spuściłam głowę i jedną nogą uderzałam o drugą, co stało się nagle bardzo interesującym zajęciem.
- Mogę zobaczyć?
Zawahałam się, A jeśli się dowie i powie reszcie?
- Przejdziemy się? - Zaproponowałam.
- Czemu nie.

- Nie wiem od czego mam zacząć.
- Najlepiej od początku - ponaglił mnie szatyn.
- No to powiedzmy, że nie wiem, czy w mojej rodzinie są jacyś cukrzycy i....
- Masz cukrzycę? - Wykrzyknął Liam. Dlaczego go to tak dziwi? - Nie wiem, czy wiesz, ale nie możesz pić alkoholu.
- Wiem to bardzo dobrze. Zero pijaństwa. Tak jak ty, nie? - powiedziałam i puściłam mu oczko. - Bylibyśmy idealną parą. - Zaśmiałam się. - Ale ty masz dziewczynę, ja jestem zakochana... - przerwałam i stanęłam. Payne przeszedł jeszcze kilka metrów, ale zawrócił zorientowawszy się, że nie ma mnie przy nim.
- Coś się stało? - zapytał.
- Chyba właśnie sobie uświadomiłam, że go kocham. Ale wiesz, tak naprawdę KOCHAM. I nie jestem pewna co do jego uczuć.
- Masz na myśli Zayna? Oj, jestem pewien, że cię kocha. A jeżeli powiedział to na głos, to jest to stuprocentową prawdą. On nie żartuje w takich sprawach.
- Mam do ciebie tylko jedną prośbę. Nie wspominaj o tym nikomu. Wczoraj z Malikiem prawie popsuliśmy naszą przyjaźń. A nie dopuszczę, żeby to stało się po raz kolejny. Za dużo dla mnie znaczy.
Liam kiwnął tylko głową, ale nie ruszyliśmy się z miejsca.
- Wracamy?
- Tak. Ale ani słowa o mojej chorobie. Wiem, że to aż dwie powierzone ci tajemnice, ale... Po prostu nie było rozmowy.
- Masz to jak w banku - odparł i uśmiechnął się. - Wstąpmy może do jakiegoś sklepu, żeby nie było, że wyszliśmy bez żadnego celu.


Przetarłem oczy i podniosłem się z cieplutkiego łóżka. Ziewnąłem i przeciągnąłem się z nadzieją, że odpędzę resztki snu. Stanąłem na zimnych kafelkach w przedpokoju i rozejrzałem się. Żadnej żywej duszy. Przecież to ja zawsze najdłużej spałem! 
Odwróciłem się w stronę wejściowych drzwi, które zaskrzypiały. Pierwsza weszła Fay, a tuż za nią Liam obładowany mnóstwem siatek. Lekko zdziwieni, chyba moim widokiem, weszli głębiej rzucając zakupy na podłogę i ściągając buty. Bez słowa weszli do kuchni, a brunetka uraczyła mnie tylko nikłym uśmiechem. Dziwię się, że miała siły gdziekolwiek wyjść po wczorajszych wydarzeniach. Lepiej jej nie upominać. 
- Co tam macie? - zapytałem zaciekawiony. Oby kupili kurczaka, bo jak nie, to się chyba wyprowadzę. Moje zdanie nigdy się nie liczy...
- Jakieś jedzenie, bo znając Horana, to do obiadu lodówka całkowicie opustoszeje.
- Kupiliście może kurczaka? - spytałem trochę się do nich przymilając. Obiąłem dwójkę rękami i przyciągnąłem ich głowy do moich ramion gładząc po policzkach. - Szzz - uciszyłem próbującego zacząć coś mówić Liama. - Mam nadzieję, że zwierze znajduje się w tych siatkach, bo jak nie to rzucę na was focha i się wyprowadzę. I nie żartuję.
Fay złapała moją dłoń i wymknęła mi się biegnąc do przedpokoju. Zawróciła zgarniając z lady portfel i założyła buty.
- A ty dokąd? - chciał wiedzieć Payne.
- Wolę kupić tego kurczaka, bo nie chcę zostać uduszona we śnie. - Zaczęła się śmiać i już chciała wychodzić, ale zatrzymałem ją.
- To ja pójdę z tobą i pomogę ci wybrać kurczaka. Wiesz, jeśli nie będzie spełniał pewych wymagań, to boję się myśleć, jakie nieszczęśliwe wypadki mogą się przytrafić domownikom.

Jechaliśmy już dobre pół godziny. Malik ubzdurał sobie przejażdżkę samochodem do jakiegoś sklepu na skraju Londynu. Co też on sobie myśli?!
- Zayn - zaczęłam niepewnie. - Nie wiem, czy wiesz, ale supermarket minęliśmy jakieś dwadzieścia minut temu.
Spojrzałam w jego stronę z lekkim zaskoczneniem, bo przez całą drogę uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Wiem o tym bardzo dobrze - odpowiedział nazbyt pewnie siebie. Cwaniaczek. 
- Więc dokąd jedziesz? Jeśli nie powiesz, uznam, że mnie porywasz i zadzwonię po pomoc.
- Przykro mi Collins, ale twój telefon leży bezpiecznie u nas w domu. Poza tym, nikt cię nie porywa. No może, ale to nie tak jak sądzisz.
Zaczęłam sprawdzać kieszenie... których nie mam. Cholera! Dobra, teraz nic już nie poradzisz.
- Wysiadaj - powiedział po chwili Zayn zatrzymując się przy jakiejś bramie i wyłączając silnik samochodu.
- Ładnie tu - stwierdziłam wychodząc z auta i rozglądając się na boki.
Otaczała nas zieleń. Z każdej strony. Nie spostrzegłam nawet kiedy wjechaliśmy do lasu. No i że tak szybko wydostaliśmy się z Londynu w porannych godzinach.
- Prowadź - dodałam jeszcze i obeszłam samochód.
Chłopak złapał mnie za rękę i przeprowadził przez uchlone, żelazne wrota. Zaskrzypiały a my znaleźliśmy się w tej bardziej 'okiełznanej' części rezerwatu, czy cokolwiek to jest.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam, ale Malik tylko uśmiechnął się pod nosem i zignorował mnie. Drażnisz byka, chłopcze! 
- Więc tak wyglądają twoje zakupy i wybieranie kurczaka, huh? - spróbowałam znowu. Tym razem zaśmiał się krótko, wciąż bez odpowiedzi.
Zatrzymałam się i wyrwałam swoją dłoń z jego. Podparłam biodra i ze zdenerwowaniem wpatrywałam się w jego oczy. Czułam jakbym się rozpływała. Trzymaj się mała. 
- No co? - zapytał przeciągle Zayn. - Nie mogę ci nawet zrobić niespodzianki, bo już myślisz, że cię porywam. Za kogo ty mnie masz, Fay Collins?
Uśmiechnęłam się. Jeszcze nikt się tak do mnie nie zwracał, a w jego ustach brzmiało to naprawdę zabawnie. Ale podobało mi się to.
- Zaynie Maliku - zaczęłam. - To nie tak. Po prostu nie lubię niespodzianek. No bo zazwyczaj wychodzą z tego klapy.
- Dobra, dobra. Chodź, bo już jesteśmy niedaleko.
Złapał mnie za rękę, a kciukiem gładził wierzch dłoni. Przyjemne mrowienie. 
Kilka kolejnych minut przeszliśmy w milczeniu. Nie odczuwałam jakiegoś dyskomfortu, czy czegoś w tym rodzaju. Słowa raczej nie miały dla mnie znaczenia, kiedy czułam jego obecność.
Mulat zatrzymał się i powiedział:
- Zamknij oczy.
- Słucham? - spytałam zdezorientowana.
- Poprosiłem cię, żebyś zamknęła oczy - odparł z największym spokojem.
Wypełniłam jego polecenie, ale i tak poczułam jego ciepłe dłonie na mojej twarzy. Na dodatek jego oddech oplatał moją szyję i doprowadzał do szaleństwa. Skoncentruj się i nie wywróć. 
Szliśmy jakimiś krętymi ścieżkami. Żwirowana dróżka nie była bezpieczna dla takiej ciamajdy jak ja. Prawo, lewo, znów prawo. Z pewnością, gdybym dostała mapę, nie trafiłabym tutaj. 

- I trzy, dwa, jeden...
Do moich oczu nareszcie dotarło słońce, które przez chwile uniemożliwiało mi patrzenie. Gdy w końcu ujrzałam obraz roztaczający się przede mną zaparło mi dech w piersiach. Staliśmy na niewysokiej skarpie, a pod nami rozciągała się idealnie gładka tafla jeziora. Lazurowa i przejrzysta woda odbijała promienie słońca, które właśnie znajdowało się w zenicie. Odwróciłam się, a za nami na łące rozłożony był koc.
- Jak on się tu znalazł? - Zapytałam wskazując na pled. - Przecież jak tu szliśmy nie miałeś nic w rękach.
- Tego ci nie powiem.
Cwany uśmiech zaraz zgasł z jego twarzy, czyniąc ją pochmurną.
- To przynajmniej podaj cel naszego spotkania, w tym jakże pięknym miejscu - nalegałam.
- Może najpierw usiądźmy.
Grzecznie posłuchałam i usadowiłam się tuż obok Zayna.
- Więc... - ponagliłam chłopaka.
- Więc - zaczął, ale chwycił tylko moją rękę i milczał. Prawie słyszałam bicie swojego serca.
Wzmocnił uścisk i spróbował jeszcze raz:
- Fay Collins. - A ten znowu swoje... - Mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Ale zanim ci to wyjawię, chciałbym, abyś spełniła moje życzenie.
- Cokolwiek zapragniesz, panie - zażartowałam, ale chyba nie załapał.
- Przytul mnie - wyszeptał.
Nie mogłam patrzeć na jego smutną minę. Aż serce się krajało.
Momentalnie przysunęłam się do Malika ile tylko się dało i objęłam jego szyję. On zaś złapał mnie w pasie.
- Co się stało, buddy? - Zapytałam wprost do jego ucha. Dziwne, że dopiero teraz spostrzegłam, że ma przebitą chrząstkę. W tym samym miejscu co ja. Nieważne.
- Ja...
Wybełkotał kilka nie trzymających się kupy słów.
- Ja myślę, że moje uczucia trochę się skomplikowały i że nie będzie mi teraz prosto powiedzieć to, co chcę.
- Nie musisz się spieszyć, Zayn. Mamy mnóstwo czasu na takie rozmowy. Dobrze wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, bez względu na wszystko.
- Ale chodzi o to, że ja cię kocham - powiedział pośpiesznie, a znaczenie jego słów dotarło do mnie dopiero po dłuższej chwili. Zamarłam.

Od autorki:
Długo zbierałam się w sobie, żeby napisać ten rozdział. Ale z WIELKĄ pomocą @chudy96 poszło to wszystko naprzód, dlatego tą część opowiadania dedykuję własnie jej <3.
Jeśli chce ktoś być powiadamiany, to w komentarzach możecie zostawiać swoje twittery :)
No i kolejny raz dodam, że niezmiernie cieszę się, że jest was tak duuuuużoooo :)
A najprawdopodobniej jutro dodam nowy rozdział na chat-with-someone-you-know.blogspot.com także gorąco zapraszam!
Do napisania <3
PS. To jest najdłuższy rozdział jaki napisałam ( wraz z Chudą <33 )

10 komentarzy:

  1. Z każdym nowym postem coraz bardziej zakochuję się w twoim opowiadaniu! Poprostu magia,odlot. Pisz dalej bo nie mogę się doczekać kolejnych!
    U mnie wreszcie 16 rozdział opowiadania
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Huhuhu nareszcie :D Super!
    Ale wiesz, że się w takich momentach nie kończy? ;p Jak mogłaś?
    Pewnie teraz będą razem...ale co z tą całą Casey, czy jak jej tam? Czy tylko ja jeszcze o niej pamiętam? xD No bo w sumie on ją jeszcze niedawno kochał, nie? W sumie to się trochę gubię. Ale cieszę się, że wreszcie powiadomił Fay o swoich uczuciach ;)
    Czekam na nn! xxx
    +Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. No nieźle, strasznie mi się podoba ;D mam nadzieję że wkońcu będą razem, pasują do siebie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski *__*
    nareszcie będą razem ?
    czemak na next

    OdpowiedzUsuń
  5. Siedemnasty rozdział na moje siedemnaste urodziny... Wiem, samouwielbienie przeze mnie przemawia.
    Zaskoczeniem nie był dla mnie Liam dowiadujący się o chorobie Fay, ale raczej ostatni fragment rozdziału. Nie wyobrażałam sobie, że Zayn może postąpić w tak wrażliwy, delikatny i romantyczny sposób, mówiąc o swoim uczuciu, pannie Collins. Jestem pełna podziwu dla twojej wykreowanej postaci. Dodatkowo nie potrafię doczekać się kolejnego odcinka. Czekam z utęsknieniem! <3
    Love xx

    OdpowiedzUsuń
  6. ohoho :) ale nie tak miało się skończyć ! :< gdzie mój wątek z pewną panią ?! :<< ;****

    OdpowiedzUsuń
  7. No w końcu nie jest smutno;)
    Zawsze kończysz w takim momencie..:( Dodawaj szybko nowy rozdział i mają być razem!!:D he he

    OdpowiedzUsuń
  8. J<HBcfjhbfvjhdfbjkuyh jaki cuuuudny rozdział ♥♥♥ Nie moge się już doczekac kolejnego! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O żesz ja pierdziele. To było takie słodkie, takie, takie cholernie piękne. Ojo. ..
    Czekam na next'a. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć! Świetny blog, wręcz genialny. Często tu wpadam, bo mam cię w obserwowanych. Liczę, że i ty mnie dodasz. Prowadzę bloga z opowiadaniem http://najamajke.blogspot.com/ i z przemyśleniami, radami, felietonami i ogólnie wszystkim co się da http://dziwnainaczej.blogspot.com/. Mam nadzieje, że na nie zajrzysz, skomentujesz i zaobserwujesz! :D

    OdpowiedzUsuń